Patryk Chmielowiec

Moja historia

Nazywam się Patryk Chmielowiec, mam 24 lata. Do maja 2014 roku prowadziłem bardzo aktywny tryb życia: pracowałem jako geodeta i ochroniarz, jeździłem na snowboardzie, na rowerze, uprawiałem biegi i sztuki walki. Chciałem dostać się do Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu. Jednak moją największą pasją są motocykle. Dzięki tej mojej pasji poznałem większość moich przyjaciół i znajomych, którzy także nie wyobrażają sobie życia bez dwóch kółek. Czasami jednak bywa tak, że coś, bez czego nie wyobrażamy sobie życia, może to życie całkowicie zmienić, albo nawet je zakończyć. W moim przypadku coś, co najbardziej kochałem, omal nie doprowadziło mnie do śmierci. Ponad dwa lata temu miałem poważny wypadek podczas jazdy na motorze. W stanie krytycznym przetransportowano mnie śmigłowcem do szpitala w Sosnowcu. Niewiele pamiętam z tego okresu, przez większość czasu nie byłem świadomy co się ze mną dzieje. Dopiero po kilku dniach dowiedziałem się, jak rozległe miałem obrażenia: zmiażdżone kości lewego podudzia, połamaną w sześciu miejscach miednicę i kość ogonową, złamane w kilku miejscach prawie wszystkie kości nogi prawej. Kilkakrotnie dostałem tak silnego krwotoku, że niektórzy bali się najgorszego. Wiem, że moi rodzice i przyjaciele przeżyli prawdziwy horror, nie mając pewności, czy dam radę z tego wyjść. Moja mama chciała tylko jednego - żebym przeżył. Tak się też stało - żyję, ale inaczej niż przed wypadkiem. Amputowano mi lewą nogę nad kolanem na wysokości kości udowej, a ponadto porażeniu uległ też nerw strzałkowy w prawej nodze, czego efektem jest opadnięcie stopy, jej końskie ustawienie i duże zaburzenia czucia w okolicy unerwianej przez ten nerw: od braku czucia do przeczulicy. Po długim okresie leczenia podjąłem rehabilitację, aby w jak największym stopniu móc zminimalizować skutki doznanego urazu. Mimo tego, że nie mam jednej nogi, nie chcę rezygnować ze swoich planów i ambicji. Chciałbym żyć pełnią życia, być samodzielny. Chcę pracować, uprawiać sporty, jeździć po świecie. Chciałbym jeszcze kiedyś zjechać na snowboardzie ze stoku w Austrii, a może nawet wsiąść jeszcze na motor. Jeśli chodzi o sprawy rehabilitacji to ciągle małymi kroczkami do przodu. Moja rehabilitacja trwa nadal. Stopa ma już prawie 90stopni w zgięciu a co za tym idzie jest pewniejsza i stabilniejsza pozycja na kulach i małych spacerkach po domu. Niestety jednak wszystkie te działania są bardzo kosztowne i bardzo nadwyrężają nasz rodzinny budżet, a musimy jeszcze odkładać na protezę, która pozwoli mi dopiero na namiastkę normalności. Koszt takiej protezy jest niestety niebotyczny i przekracza nasze możliwości finansowe

Aktywność

Ostatnio widziany 8 miesięcy temu