Do Santiago de Compostela na rowerze dla Kuby

Kampania się zakończyła

66%

postęp

13866

z 21000 PLN
do końca (30-06-2018 g. 23:59)

zbiórka ciągła
13 maja wraz z kolegą chcemy wyruszyć na rowerach z Jedlni Letnisko k. Radomia do Santiago de Compostela w Hiszpanii, aby zebrać środki na leczenie Kuby.

Cel kampanii (below English version )


Celem kampanii jest zebranie pieniędzy dla Kuby Orawieckiego chorego na serce, który jest podopiecznym fundacji "SERCE DZIECKA"

Historia Kuby

Kubuś ma 13 lat, w październiku 2017 roku stoczył walkę o życie. Dosłownie z dnia na dzień jego serce przestawało bić. Zdiagnozowano u niego kardiomiopatę rostrzeniową o typie niescalenia lewej komory i zastoinową niewydolność serca spowodowaną przez wirusa Coxsackie. Jedynym ratunkiem było wszczepienie pompy LVAD, która wspomaga pracę słabego serduszka. Kuba jest trzecim dzieckiem w Polsce żyjącym z taką pompą. Kuba wymaga stałej opieki, kosztownego leczenia i rehabilitacji. Rodzice Kubusia robią wszystko, aby jego serduszko się zregenerowało i uniknęło przeszczepu. W Polsce rocznie u dzieci przeszczepia się jedno-dwa serca, dlatego rodzice Kuby rozważają, jeśli będzie to konieczne, przeszczep za granicą, który jest niewyobrażalnie drogi.

Ze względu na dysfunkcję serca Kuba nie chodzi do szkoły i ma przyznane nauczanie indywidualne w domu. Wszytko po to, aby zwiększyć odporność jego organizmu i chronić przed jakimikolwiek infekcjami. Kuba jest bardzo dzielny i nie poddaje się przeciwnościom losu, mając nadzieję na wzmocnienie swojego serca i powrót do normalnego życia jak najszybciej.

Poniżej link do filmu na temat pompy, jaką wszczepioną ma Kuba i zasad jej działania.



Koszty leczenia

Obecnie miesięczne koszty leczenia Kuby to około 1800 złotych. Kwota ta nie zawiera wizyt kontrolnych i rehabilitacji. Kuba był na konsultacji w Klinice Kardiochirurgii Dziecięcej w Munster w Niemczech, która specjalizuje się w schorzeniach i przeszczepach serca, koszt jednej wizyty to ok. 3 tys. euro. Chcielibyśmy zebrać  jeśli się uda  kwotę potrzebną na roczne leczenie, rehabilitację i wizyty lekarskie Kubusia. 


Kim jestem i dlaczego zbieram na Kubusia?

Ja nazywam się Mariusz Danasiewicz i jestem bratem ciotecznym mamy Kuby. Wraz z moim wujkiem Ryszardem Włodarczykiem, który również jest skoligacony z rodziną Kuby, chcemy pomóc w tej zbiórce przejeżdżając dla niego rowerami trasę około 3200 km z miejscowości Jedlnia Letnisko koło Radomia, gdzie mieszkam, do Santiago de Compostela w Hiszpanii. Trasa naszej podróży będzie wiodła przez Niemcy, Belgię, Francję i Hiszpanię. Będziemy starali się pokonać tę trasę dla Kuby w jak najkrótszym czasie, pokonując co dzień dystans około 140 km lub więcej, jeśli pogoda i siły pozwolą. Startujemy 13 maja na własnych rowerach typu Cross specjalnie przygotowanych przez nas. Trasa będzie wiodła głównie drogami krajowymi i lokalnymi. Z naszej podróży będzie można znaleźć zdjęcia i filmy, które będą zamieszczane na portalach społecznościowych, jak rownież na stronie akcji "Polak Pomaga".

Jedlnia Letnisko - Santiago de Compostela

Wsparcie akcji

Akcję wspiera firma RADWAG WAGI ELEKTRONICZNE WITOLD LEWANDOWSKI z Radomia, producent wag elektronicznych, gdzie pracuję w dziale eksportu. Firma RADWAG pokryje koszt transportu rowerów i naszego powrotu do Polski. Ponadto moi koledzy z działu reklamy będą zamieszczali zdjęcia i filmy z naszej podróży dla Kuby na portalu społecznościowy RADWAG oraz innych w kilku językach. Staramy się o wsparcie innych firm lokalnych i będziemy informowali o ich wsparciu jak tylko dostaniemy odpowiedź.

www.radwag.pl

Kampanię zaoferowała się wesprzeć również jako darczyńca firma "Opakowania eksportowe Sp. z o.o" z Wierzbicy.

http://opakowaniaeksportowe.pl/skrzynie-drewniane-do-transportu/

English version

Campaign Aim


The aim of the campaign is raising money for Kuba Orawiecki - boy under care of 'SERCE DZIECKA' foundation who suffers from heart disease. 

Kuba's Story

Kubuś is 13 years old and in October 2017 he struggled for his life. Overnight his heart stopped beating. He was diagnosed with dilated cardiomyopathy, with left ventricular non-compaction, and congestive heart failure caused by Coxsackievirus. The only way to help him was to implant LVAD pump in order to support his weak heart. Kuba is the third child in Poland with LVAD pump implanted. He requires constant care, expensive treatment and rehabilitation. Kuba's parents are doing all they can to help his heart to regenerate and avoid unimaginably expensive transplantation that can only be carried out abroad. 

 

Due to the heart dysfunction, Kuba does not go to school and has individual teaching at home. All of this to increase his immunity and protect him against infections. Kuba is very brave and does not give up. He hopes his heart will get stronger and he will return to his normal life as soon as possible.

 

The video below presents operation of the same pump that Kuba has:

https://www.youtube.com/watch?v=gNUATS8Jhuk&sns=em

Treatment Costs

Monthly costs of Kuba's treatment are around 1700 PLN. This amount does not include follow-up visits and rehabilitation. Kuba was consulted at the Department of Paediatric Cardiac Surgery in Munster, Germany that specializes in heart diseases and transplantations. If it is possible, we would like to collect the amount needed for one year of treatment, rehabilitation and follow-up visits. 


Who am I and why I collect money for Kuba?

My name is Mariusz Danasiewicz and I am Kuba's cousin. Together with my uncle, Ryszard Włodarczyk, who is also a member of Kuba's family, we are going to help Kuba by riding 3200 km on bikes. Our journey starts in Jedlnia Letnisko near Radom, where I live, and ends in Santiago de Compostela in Spain. The route will lead through Germany, Belgium, France and Spain. We will try to complete the route in the shortest time possible by taking a distance of about 140 km every day, if weather and our strength will allow. We start on May 13th on our own Cross bikes prepared specifically by us. The journey will mainly lead through national and local routes. Pictures and videos from our trip will be posted in social media and on 'Polak Pomaga' website.

Jedlnia Letnisko - Santiago de Compostela

 

 

Support

The campaign is supported by RADWAG Balances and Scales Witold Lewandowski from Radom, a company manufacturing electronic weighing equipment where I work in export department. RADWAG will cover the cost of our transport back to Poland. My colleagues will post photos and videos from our trip that we take for Kuba. Campaign related news will be posted in multiple languages on RADWAG's and other social media. We are looking for support from local companies. We will inform about any new supporters as soon as we receive answers.

www.radwag.pl

 

'Opakowania eksportowe Sp.z.o.o.' from Wierzbica also offered their support, http://opakowaniaeksportowe.pl/skrzynie-drewniane-do-transportu/

 

Relacja z wyjazdu ( Map and description of each stage )

I etap: 158km

Wyjechaliśmy jak zakładał plan 13 maja  z mojego domu w Jedlnia -Letnisko około godziny 10 kierując się na Radom a stamtąd na Piotrków Trybunalski. Pogoda była słoneczna a wiatr sprzyjający ze wschodu. Około godziny 13 dotarliśmy do Gielniowa gdzie zjedliśmy obiad "Nie ma jak dobre Polskie FLAKI". Do Bełchatowa dotarliśmy około 18. Trudno było znaleźć nocleg i coś do jedzenia bo to czas  I Komunii Świętych i wszystkie lokale gastronomiczne były zajęte. Finalnie udało nam się znaleść nocleg przy trasie wylotowej do Wielunia "Restauracja u Molendy" - polecamy, miła obsługa, dobre jedzenie i ciekawa ptaszarnia.

II etap: 130km - 14 maja

Wyjechaliśmy rano o 7h50 kierując się na Wieluń a nastepnie na Kępno. Jazda była była bardzo przyjemna z wiatrem dzięki czemy już o 14h30 dotarliśmy do miejscowości Koza Wielka 7km od miejscowości Syców, gdzie znaleźlismy nasz drugi postój w bardzo urokliwym gospodarstwie turystycznym "LENA".

III etap: 134km - 15 maja

Wyjechaliśmy rano o godzinie 6h00 kierując się na Oleśnice a następnie Trzebnicę. Z Trzebnicy obraliśmy azymut na Wołów, Ścinawę i Lubin. Trasa biegła przez tereny górzyste i mieliśmy do pokonania kilka premii górskich. Finalnie dotarliśmy do Lubina o godzinie 14h30 gdzie oczekiwała nas nasza rodzina, moje  2 siostry cioteczne ( córki wujka Ryszarda ) z 6 dzieci. Jutro wyruszamy w kierunku granicy niemieckiej.

IV etap: 160km - 16 maja

Wyjechaliśmy o 7h00 z Lubina kierując się na Chojnów i Bolesławiec. Po drodze doszło do pomyłki  na trasie "mały zong" w związku z błędnymi oznaczeniami i nadłożylismy 12km. W efekcie cały dzisiejszy etap wyszedł 172km.  W urokliwym Bolesławcu ze wspaniałą starówką zjedliśmy drugie śniadanie po czym wyruszyliśmy na Zgorzelec, gdzie przekroczyliśmy granicę z Niemcami. Następnie obraliśmy azymut na  Drezno. Udało nam się dzisiaj dojechać do Budziszyna a stamtąd do hostelu w Neschwitz. Trasa wiodła momentami przez malownicze a zarazem górzyste obszary Polski i Niemiec.

V etap:140km - 17 maj

Witam wszystkich i zapraszam do zapoznania się, z krótkim opisem przebiegu dzisiejszego etapu. Wyjechaliśmy o 7h40 żegnani i dopingowani przez pracowników Hostelu. Skierowaliśmy się na Lipsko mijając po drodze Kamenz, Reisa, rzekę Łabę i mnóstwo innych małych i większych miejscowości. Finalnie około 18h40 zakończyliśmy dzisiejszą jazdę w miejscowości Thallwitz gdzie znaleźliśmy nocleg. Dzień był bardzo wietrzny ( wiatr prosto w pysk ) a trasa usiana mnóstwem podjazdów co sprawia, że jazda staje się bardzo męcząca. Ale jak to się mawia "Co Cię nie zabije to Cię wzmocni" i jak mawia wujek Ryszard " Pielgrzym nigdy się nie cofa". Korzystając z okazji pragnę podziękować wszystkim moim znajomym i przyjaciołom za okazane wsparcie jak również wszystkim darczyńcom za okazane serce i wrażliwość dla chorego Kuby.

VI etap: 140km - 18 maja

Poniżej opis 6 etapu w drodze do Santiago de Compostela.

Wyjechaliśmy o 7h20 kierując się na Huy i mijając po kolei Delitzsch, Grobzig, Stasfurt i inne mniejsze i większe miasteczka i wsie. Do miejscowości Kloster Hedersleben dotarliśmy około 18h00. Tutaj też znaleźśliśmy następny nocleg. Podróż podobna do wczorajeszego etapu tj. wiatr zachodni prosto na klatę i dosyć długie wzniesienia. Po południu wiatr się nieco zmienił i mogliśmy nieco mocniej depnąć w pedały. Wszystko do przeżycia nawet z bolącym nieco tyłkiem. Optymizm i poczucie humory nie opuszcza ani Ryszarda ani mnie ( niektórzy mnie znają z tej strony ), chociaż dużą cześć trasy przemierzamy w milczeniu koncentrując się na jeździe aby była jak najbardziej dla nas komfortowa. Obaj w głowie mamy naszego Kubę Orawieckiego i jego szybki powrót do zdrowia. Ja w głowie mam jeszcz jednego Kubę ciężko chorego, który zmaga się z nowotworem i jego rodziców, o których myślę każdego dnia naszej wyprawy.

VII etap: 156km - 19 maja

Pobudka 6 rano, śniadanie i wyjazd o 7h30. Obrany azymut to miejscowość Coppenbrugge. Rano jest jeszcze dosyć zimno dlatego jedziemy w długich spodniach i kurtkach przeciw wiatrowych. Pogoda dosyć wietrzna ale z wiatrem od północnego wschodu co uprzyjemniało nam jazdę. Po drodze przed południem napotkalismy przelotni deszcz, który nie wpłynął na temto naszej marszruty. Po południu pogoda sie wyklarowała i wyszło słońce. Tego dnia przełamaliśmy nasz pierwszy 1000km. Ostatnie 3km przed  metą VII etapu morderczy podjazd. Sobota w Nimeczech to wyzwanie aby znaleźć nocleg, prawie wszystkie pensjonaty i domy gościnne były zajęte. Finalnie o 20h30 udało się znaleźć nocleg. 

VIII etap: 127km - 20 maja

Pobudka jak zwykle o 6h00 ale Wujek Ryszard nie może dospać i wstaje wcześniej . Wyjechaliśmy o 7h20 w kierunku miejscowości Hameln aby kupić zgubiony przeze mnie kabel do mojego telefonu, który prowadzi nas ścieżkami rowerowymi Europy. W napotkanej piekarni gdzie rano można było kupic pieczywo i napić się kawy pytałem klientów czy mają może taki kabel  USB typu C ale bez sukcesu. Zakup takiego przewodu w niedzielę , kiedy wszystkie sklepy są zamknięte a poniedziałek jest również wolnym dniem w Nimczech ze względu na święto religijne graniczy wręcz z cudem. Na szczęście dzień wcześniej zrobiłem zdjęcie trasy i miałem kilka punktów na które mogliśmy się kierować, wykorzystując zakupioną przed wyjazdem busolę i informację na skrzyżowaniach. Jadąc w kierunku Bad Pyrmont  ( mordercze podjazdy ) zatrzymywaliśmy się na otwartych stacjach benzynowych mając nadzieję zakupić zgubiony kabel. Ktoś nad nami czuwa i myśli o nas podczas tej podróży a cuda się zdarzają. Na jednej ze stacji benzynowych udało się nam zakupić kabel USB typ C i mogliśmy dalej kontynuować bezpiecznie naszą podróż. 

IX etap: 133km - 21 maja

Rano pożegnała nas właścicielka kwatery Pani Oswald, przemiła staruszka. Wyjechaliśmy z Warendorf o 7h00 kierując się na Senden drogą nr 474. Rano nikogo na drodze bo w Nimczech święto. Pogoda od samego rana słoneczna. Ścieżki rowerowe bardzo dobrze wyznaczone i utrzymane.Dopiero około godziny 10h00 można było zauważyć grupy rowerzystów. Do Kamp-Lintfort dotarliśmy o 17h30 i zaczęliśmy szukać noclegu. Tego dnia trafił nam się kamping bardzo fajny w sensie nie tylko cenowym ale i atrakcji dla dzieci ( plac zabaw, basen etc ). To była nasza pierwsza noc spędzona pod namiotem.

X etap: 169km - 22 maja

Noc w namiocie na kampingu ELDORADO przywitała nas nocną burzą. Na szczęście o 6h30 było już po buży i zapowiadała się ładna pogoda. Tego dnia nie mieliśmy nic na śniadanie dlatego wypiliśmy kawę, złożyliśmy namiot i ruszyliśmy w kierunku granicy z Holandią. Śniadanie zjedliśmy w drodze przy pierwszym napotkanym sklepie. Tego dnia przejechaliśmy Holandię i wjechaliśmy do Belgii. Przed wyjazdem z kampingu zauważyłem, że jedna ze szprych w tylnym kole jest wyłamana ( skutek cieżkich sakw i zjazdów z krawężników ). Jadąc przez Holandię i Belgię szukaliśmy po drodze sklepu rowerowego aby zakupić potrzebne części. Finalnie udało się w Belgii znaleźć sklep, który akurat był zaopatrywany przez polskiego dostawcę , zktórym zrobiliśmy sobie zdjęcie. Tego dnia mieliśmy problem z noclegiem. W Belgii po drodze nie było żadnych kempingów ani domów gościnnych. O 19h40 dobiliśmy do miejscowości Ramillies gdzie akurat w kościele skończyła się msza. Miszkańcy wspominali, że 14 lat temu ich proboszczem był Polak o imieniu Tadeusz. Pani ,która zajmuje się kościołem pozwoliła nam rozbić namiot na tyła byłej plebanii a okoliczni mieszkańcy naładowali nam nasze power banki i telefony.

XI etap: 168km - 23 maja

W nocy znowu deszcz. Rano pobudka 6h15 i wyjazd w kierunku na Paryż. Wieczorem znalzłe 2 kampingu na naszej drodze w okolicy St. Quentin i zanotowałm ich numery telefonów. W południe zadzwoniłem na kamping Le Colvert i zarezerwowałem miejsce. W drodze na kamping w miejscowości Guise złapała nas burza ale udało nam się schronić u jednego z rolników. Na kamping dotarliśmy o godzinie 20h00 pokonując wiele podjazdów i zjadów i łapiąc pierwszą gumę w moim rowerze.

XII etap: 175km - 24 maja

Rano  deszcz dlatego leżymu dłużej w namiocie. O 6h30 przestało padać i zabrałem się za wymianę dentki i szprychy. W trakcie pracy zdalem sobie sprawy że wymiana szprychy bez zdjęcia kasety jest niemożliwa. Wyplotłem starą złamaną szprychę i kontynuuję podróż bez jednej szprychy. Jedziemy na Paryż do miejscowości Viroflay gdzie mieszka moja kuzynka z rodziną. Docieramy na miejsce o 21h00 przejeżdzając przez wiele dzielnic Paryża. MAPS.ME zdaje świetnie egzamin. Jutro opuszczamy rejon paryski i ruszamy w kierunku Hiszapanii

XIII etap: 77km - 25 maja

Dzisiaj połowę dnia poświęciliśmy naszym rowerom. Rano pojechałem do miejscowości Versaille aby zakupić hamulce dla wujka i akcesorja niezbędne do wymiany szprychy w moim kole. Okazało się że w sklepie prowadzony przez bardzo sympatyczne małżenstwo sysryjskie nie mogłem zakupić potrzebnych narzędzi i musiałem wrócić z moim kołem. Mechanik zdjął moją kasetę, ja włożyłem szprychę a następnie mechanik założył kasetę. Wyjchaliśmy z Wersalu około godziny 15h30 kierując się na Chartres gdzie znaleźliśmy kamping. Wyjeżdzając z rejonu paryskiego mieliśmy piekną słoneczną pogodę jednak 20km przed kampingiem złapał nas deszcz, który towarzyszył nam do samego Chartres.

XIV etap - 151km - 26 maja

Wyjechaliśmy z kampingu około 9h00 kierując się na Tours. Zapowiadała się słoneczna pogoda. Wiatr raczej boczny czasamy od tyłu gdy zmieniamy kierunek jazdy. Na szlaku mijammy znaki ściezki rowerowej do Santiago de Compostela. Kamping zarezerwowany musimy dotrzeć przed zamknięciem recepcji 19h30. 16km przed kempingiem zerwała się taka burza że musieliśmy zejśc z rowerów. Wiatr był tak silny że miałem wrażenie że zepchnie mnie z drogi. Szukamy schronienia, po lewej stroni drogi D47 jest dom, skecamy zostawiamy rowery pod drzewem i szukamy schronienia ale bez skutku.Dom zamknięty, okiennice zamknięte. Chwilę potem słyszę głos wujka Ryszarda "Mariusz tutaj", biegnę i widzę na środku pola obsianego zbożem starą betonową latrynę. Tam przeczekaliśmy najgorszy deszcz a gdy przycichło trochę, wsiedliśmy na rowery i co sił w nogach w kierunku noclegu. Dotarliśmy na miejsce o 19h29. Kamping Bec de Cisse przywitał nas bardzo mile oferując miejsce pod namiot pod zadaszeniem ( w nocy padało bardzo obficie ). Właściciel kampingu Dimitri to Francuz, którego mama jest Ukrainką. Polecamy serdecznie ten kamping i pozdrawiamy Dimitriego.

XV etap: 123km - 27 maja

Niedziela godzina 9h00 wyjeżdzamy z kampingu obrzeżami Tours. W czasie drogi przez okoliczne wsie i wieksze miejcowości szukamy kościoła aby móc uczestniczyć we Mszy Świętej. Około 11h00 udało nam się znaleźć kościół, w którym była odprawiana msza. Po mszy ksiądz żegna wszystkich parafian w drzwiach kościoła uściskiem dłoni i życzy dobrej niedzieli "bon dimanche". Gdy przyszła kolej na nas, zapytał nas skąd jesteśmy i powiedział po polsku " dzieńdobry i dowidzenia". Tego dnia pogoda była bardzo ładna i obyło się bez deszczu. Tego dnia spotkaliśmy na szlaku pierwszego pielgrzyma na rowerze w drodze do Santiago de Compostela - Holender .Do Poitiers dotarliśmy około 18h00 szukając kampingu ,który znalazłem w internecie ale okazało się że jest zamknięty. Na szczęście udało nam się znaleźć schronisko młodzieżowe z bardzo miłą obsługą gdzie spędziliśmy spokojnie noc ( była nawet lodówka ).

XVI etap 128km - 28 maja

Wstaliśmy o 7h00 i po zjedzeniu śniadania zaczeliśmy szykować się do wyjazdu. Od samego rana siąpił mały deszcz. Przed schroniskiem spotykamy następnego pilegrzyma na rowerze z Holandii ,który jak my podąża do Santiago de Compostela. Pan w wieku 68 lat na poczciwej dobrej COGA ( marka roweru ). Opuszczamy Poitiers i kierujemy się na Bordeaux. Po drodze zatrzymujemy się w Intermache abu kupić coś na drugie śniadanie, kolcję i sniadanie 29 maja. Objad zjedliśmy w miejscowości Montgeant. Cały prawie dzień drogi padało z wyjątkiem ,krótkiego okresu 2 godzin po obiedzie tj od 13h00 do 15h00. Na kamping dotarliśmy około 18h00 przemoczeni ale szczęśliwi.

XVII etap:126km - 29 maja

Tego dnia ranek przywitał nas bardzo ulewnym deszczem ,który trwał blisko do 10h00. Z tego powodu opóźniliśmy nasz wyjazd i wyruszyliśmy w momencie gdy deszcz nieco zelżał. Na kampingu spotkaliśmy Francuza Charle, który mieszka w Saint-Malo i przemierza Francję na rowerze. Od kwietnia jest na emeryturze a koledzy na odejście sprezentowalu mu bardzo ładny rower SPECIALIZED GRAVEL. Charle zrobił trasę do Santiago de Compostela wraz z kolegami na rowerach szosowych a następnie kilka lat później na pieszo. W trakcie drogi pogoda się wyklarowała i dotarliśmy na kamping w okolicacj Bordeaux około 20h00 w bardzo słoneczną pogodę.

XVIII etap: 146km - 30 maja

Pobudka 6h30. W nocy nie padało ale rano zebrały się chmury. Zanim zdążyliśmy zjeść śniadanie zaczeło padać i musiałem składać namiot w deszczu. Natychmiast wyruszyliśmy nie czekając aż deszcz się nasili. Droga z Bordeaux do naszego następnego kempingu biegła lasamii była płaska. Wiatr był sprzyjajacy dzięki czemy o godzinie 11h00 mieliśmy już przejechane 60km. Na naszej drodze spotkaliśmy rowerowych pielgrzymów z Belgii, małżeństwo Lilian i Jeff. Zrobiliśmy sobie wspólnie zdjęcia i porozmawialiśmy przed sklepem gdzie spożywaliśmy z  wujkiem drugie śniadanie. Kilkanaście kilometrów później spotkaliśmy następnego Belga, który wracał już z Santiago de Compostela. Jacque pokonał dystans z domu do Hiszapnii 2700km i wracał do domu co daje 5400km. Nadmieniam że Jacque ma 65lat i przygotowywał się do tej pielgrzymki 5 lat. Na kamping oddalony 2,5km od oceanu dotarliśmy o godzinie 18h00.

XIX etap: 110km - 31 maja

Rano znowu deszcz,przestajemy się dziwić. Robimy śniadanie, pakujemy bagaże, smarujemynłańcuchy i w drogę. Droga propwadzi wzdłóż oceanu, było by fajnie gdyby tylko nie padało. Teren płaski dlatego możemy sobie pozwolić na dosyć szybką jazdę. Zatrzymujemy się Capbreton aby wujek dobił powietrza do kół. Ścieżki rowerowe momentami bardzo zalane do tego stopnia, że nasze buty w czasie pedałowanie są kompletnie zanurzone. To wynik obfitych deszczów we Francji. Dojeżdzamy do Bayonne i mamy już nakręcone 65km. Tu znajdujemy restaurację i jemy coś na gorąco bo wczoraj było tylko na zimno. Po wyjeździe z Bayonne zaczynają się góry i piękne widoki oceanu i klifów. Wjeżdzamy do Hiszpanii gdzie droga zaczyna się piąć w góry bez końca. Po ostatnim podjeżdzie,który miał blisko 4km decydujemy się na pierwszy napotkany kamping. Według licznika wujka w nogach mamy dzisiaj 123km ( kluczenia po mieście, zakupy żywności etc ). Do celu pozostało 717km

XX etap:73km - 1 czerwiec

Najgorszy etap jak do tej pory. Nad ranem pada deszcz. Namiot rozbity na błocie po kamperze. Nie ma nic gorszego niż składania mokrego i zabłocongo namiotu. Zjadamy po bananie i ruszamy w drog jest 7h20. Najpierw 2km podjazdu a potem 7km zjazdu, że aż dłonie drętwieją na klamakach od hamulcy a obręcze gorące. Dojeżdzamy do miejscowości Orio a następnie wspinamy si do AIA. Straszny podjazd , decydujemy się zejść z rowerów i trochę podejść. Potem zaczeły się problemy z nawigacją. Wylądowaliśmy u kogoś na fermie a jedyna droga powrotna to morderczy podjazd do góry.  Wkońcu decydujemy się na pchanie i jechanie roweramy po szlaku pieszym,który gdzieś nas musi zaprowadzić. Wyjechalismy w małej wiosce gdzie zjedliśmy obiad. Dogadanie się z Basakami po Angielsku lub Francusku jest niemożliwe. Na szczęście wujek zna trochę łaciny dzieki czemy wiemy jak zamówić mięso. Szef restauracji poleciła nam drogę do cywilizacji . Znowu zjazd po po asfalcie 2 kategorii z zakrętami 180 stopni, zastanawiamy się czy lepiej zjeżdzać czy wspinać się pod górę. Finalnie wylądowaliśmy w miejscowości Zumarraga gdzie znaleźliśmy nocleg ( rowery stały w pokoju ). Tego dnia według google maps ustrugaliśmy tylko 73 km ale w nogach mieliśmy dużo więcej.

XXI etap: 95km - 2 czerwiec

Pobutka 6h00, śniadanie, smarowanie łańcuchów i wyjazd o 7h23. Wszystko idzie zgodnie z planem do 25km. Potm znów wjeżdzamy w góry i gps MAPS.ME głupieje. Na szczęście spotykamy Hiszpana Mikaela na rowrze górskim , który nam pomógł przejechać przez górę i wytłumaczył nam na jakie miejscowości mamy się kierować. Serdecznie pozdrawiamy Mikaela. Kierujemy się na VITORIA pokonując mordrcze podjazdy i schodząc z naszych ciężarówek. Obiad zjadamy w bardzo sympatycznej restauracji w małej miejscowości Leintz Gatzaga. Dojeżdzamy do Vitoria skąd obieramy azymut na Miranda de Ebro i mijamy punkty szlaku pieszego do Santiago. Dojechalismy na miejsce o godzinie 18h00 i zaczynamy szukać noclegu. Kierując się na schronisko młodzieżowe, ktore nie odpowiadało na móje telefony po drodze napotykamy sympatyczny Pension gdzie zdecydowaliśmy się spędzić noc. Dużo lepiej niż wczoraj co dodaje nam otuchyi napawa optymizmem.

XXII etap: 133km - 3 czerwiec

Dzisiejszy etap rozpoczynamy o 7h50. Rano straszna mgła słaba widocznośc dlatego właczamy światła. Temperatura 14 stopni - trudno uwierzyć że to Hiszpania. Ruszamy w kiernku na Burgos a nastepnie obiramy azymuty na Villanueva de Argano i Melgar de Fernamental. Witr zachodni bardzo silny na klatę lub w bok na sakwy ale dajemy radę. Dzisiaj obyło się bez deszczu z wyjątkiem malego prysznica w przerwie na kawę w Villanueva de Argano. Pogoda generalnie słoneczna i wietrzna dzięki czemu mogliśmy wysuszyć mokre rzeczy, które sobie popraliśmy. W czasie drogi przewijały się piękne widoki, gór, starych kościołów i zielonych pól. Po drodze mijamy coraz częściej pieszych pielgrzymów maszerujących do Santiago de Compostela. Na rowerze minęliśmy tylko jednego, który chyba wracał. Na nocleg docieramy około 18h00 nieco zmęczeni ale szczęśliwi bo do końca pozostało 445km.

XXIII etap: 120km - 4 czerwiec

Pobudka 6h30, na śnaidanie nie mamy chleba dlatego jemy banany, czekoladę  i popijamy wczorajszą kawą wujka. Wychodzimy na zewnątrz i szok, temperatura 8 stopni. Zakładamy długie spodnie , kurtki i wyjeżdzamy. Po przejechaniu 32km wjeżdzamy do miejscowości Carrion del los Condes gdzie zrobiliśmy zakupy i zjedliśmy śniadanie. Temperatura 10 stopni. Coraz więcej pielgrzymów pieszych przewija się na naszej trasie. Po drodze mijamy małą grupkę pilegrzymów na rowerach ale bez sakw. Obieramy azymut na miejscowośc Sahagun, zaczyna padać. W Sahagun zjedliśmy objad poczym ruszyliśmy w dalszą drogę. Chmury się kłębią nad nami i zaczyna znowu padać coraz bardziej intensywniej, aż z butów wylewa się woda. Niestety nie mieliśmy się gdzie schować dlatego zdecydowaliśmy się dojechać do Valencia de Don Juan gdzie wypilismy kawę i znaleźliśmy nocleg. Jutro pogoda podobna i nieco cieplej. Do celu pozostało nam 328km.

XXIV etap:126km - 5 czerwiec

Wstajemy o 6h30 szykujemy śniadanie i zbiera,my wczoraj wyparane rzeczy, które jeszcze nie wyschły. Na dworze bardzo zimno wedlug pogodynki 7 stopni. Ubieramy się na cebulkę i wyjeżdzamy o 7h30 w kierunku Santa Maria de Parami i Astorga. Silny wiatr i przeraźliwe zimno.  Astorga na rozgrzewkę morderczy podjazd pod górę, który ciągnął się przez ponad 20km na wysokosc 1225m.n.p.m. Po tym podjeździe poczuliśmy straszny głód. Na szczęście na pierwszym zjeździe z góry byla stacja benzynowa i restauracja gdzie uzupełniliśmy kalorie. Zagrzani nieco w restauracji wychodzi na zewnątrz a tu zimno i wiatr.Ruszamy w dalszą drogę w kierunku Panferada, gdzie w okolicy zamierzamy znaleźć nocleg. Teraz droga w dół około 15km zjazdu, 2 tunele ale wiatr jest tak silny że nawet z góry trzeba pedałować. Panferada przywitała nas deszczem ale udało się nam schronić w barze , gdzie wypiliśmy kawę i znaleźliśmy nocleg. Dziękujemy bardzo Francesco, który negocjował dzisiaj warunki naszego noclegu w hostelu ( trudno się tu dogadać po angielsku lub francusku). Hostal Orly polecamy wszystkim podróżnikom, bardzo dobre warunki i cena.

Morderczy podjazd z Astorga do Manzanal del Puerto

XXV etap: 116km - 6 czerwiec

Wujek stwierdził ,żeto byl jden z najgorszych dni. Przeraźliwie zimno i bardzo desczowo. O 10H30 zatrzymaliśmy się bardzo wysoko, chmury wchodziłu na kominy domów. Do tego niesamowita mgła a przd nami 17km zjazd w dół. Zjeżdzając w dół musiuałem zaciskać zęby aby trzęsąca szczękę nie obcieła mi języka. Cała trasa to zjady i podjazdy , czasmy po kilka kilometrów. Wzrok wbity w asfalt głęboki oddech aby natlenić krew i do góry. Mijamy innych rowerzystów, którzy jadą na rowerach z 3 blatami z przodu, nam brakuje czasami tego trzeciego. O godzinie 17h15 dojeżdzamy do trany N547 gdzie znajdujemy nocleg i zostajemy na noc. Do Santiago pozostało nam 89km. Mamy nadzieję , że jutro pogoda będzie lepsza ale według prognoz będzi jeszcze gorzej. Najważniejsze , że nie opuszcza nas dobry humor i myśl , że jutro będziemy w Santiago.

XXVI etap: 89km - 7 czerwiec -koniec

Wyjechaliśmy o 8h00 po nasmarowaniu lańcuchów. Nie pada i mam ndzieję w głębi duszy, że tak już będzie do samego Santiago. No i skończyło się na nadziei. Myśleliśmy, że wczozrajszy dzień będzie najgorszy ale ostatni etap naszej pielgrzymki go przebił. Było bardzo zimno i deszcz padał do samego Santiago. Mijaliśmy potoki pieszych pielgrzymów opatulonych w peleryny przeciwdeszczowe. Jazda była lepsza od przerw bo przynajmniej pedałując było nam dużo cieplej.

Do Santiago de Compostela docieramy około 16h00. Na placu przed katedrą mnóstwo pielgrzymów pieszych i na rowerach. Bardzo dużo ludzi oferujących nocleg ale w większości na 1 noc a my potrzebujemy na 2 doby. Opacznośc czuwa jednak nad nami i podchodzi do nas Pani Maria, która zaoferowała nam nocleg bardzo blisko katedry ( 400m ) na 2 doby do soboty. W mieście roi się o pilegrzymów, ktorzy przybyli tutaj w różnymi śrdkami lokomocji jak również od turystów , którzy odwiedzają to Święte miejsce. Jesteśmy bardzo szczęśliwi , że mimo niełatwej trasy i pogody udało nam się pokonac tą trasę i dotrzeć bezoiecznie do celu. W raz z wujkiem Ryszardem dziękujemy wszystkim,którzy wsperali nas duchowo i dobrym słowem w naszej pielgrzymce i zbiórce pieniędzy na leczenie Kubusia - serdeczne Bóg Zapłać.

Zdjęcia z trasy można zobaczyć na facebook-u mamy Kuby Pani Mai Orawieckiej.