Do Santiago de Compostela na rowerze dla Kuby

Kampania się zakończyła

55%

postęp

11566

z 21000 PLN

35 dni

do końca (30-06-2018 g. 16:15)

zbiórka ciągła
13 maja wraz z kolegą chcemy wyruszyć na rowerach z Jedlni Letnisko k. Radomia do Santiago de Compostela w Hiszpanii, aby zebrać środki na leczenie Kuby.

Cel kampanii


Celem kampanii jest zebranie pieniędzy dla Kuby Orawieckiego chorego na serce, który jest podopiecznym fundacji "SERCE DZIECKA"

Historia Kuby

Kubuś ma 13 lat, w październiku 2017 roku stoczył walkę o życie. Dosłownie z dnia na dzień jego serce przestawało bić. Zdiagnozowano u niego kardiomiopatę rostrzeniową o typie niescalenia lewej komory i zastoinową niewydolność serca spowodowaną przez wirusa Coxsackie. Jedynym ratunkiem było wszczepienie pompy LVAD, która wspomaga pracę słabego serduszka. Kuba jest trzecim dzieckiem w Polsce żyjącym z taką pompą. Kuba wymaga stałej opieki, kosztownego leczenia i rehabilitacji. Rodzice Kubusia robią wszystko, aby jego serduszko się zregenerowało i uniknęło przeszczepu. W Polsce rocznie u dzieci przeszczepia się jedno-dwa serca, dlatego rodzice Kuby rozważają, jeśli będzie to konieczne, przeszczep za granicą, który jest niewyobrażalnie drogi.

Ze względu na dysfunkcję serca Kuba nie chodzi do szkoły i ma przyznane nauczanie indywidualne w domu. Wszytko po to, aby zwiększyć odporność jego organizmu i chronić przed jakimikolwiek infekcjami. Kuba jest bardzo dzielny i nie poddaje się przeciwnościom losu, mając nadzieję na wzmocnienie swojego serca i powrót do normalnego życia jak najszybciej.

Poniżej link do filmu na temat pompy, jaką wszczepioną ma Kuba i zasad jej działania.



Koszty leczenia

Obecnie miesięczne koszty leczenia Kuby to około 1800 złotych. Kwota ta nie zawiera wizyt kontrolnych i rehabilitacji. Kuba był na konsultacji w Klinice Kardiochirurgii Dziecięcej w Munster w Niemczech, która specjalizuje się w schorzeniach i przeszczepach serca, koszt jednej wizyty to ok. 3 tys. euro. Chcielibyśmy zebrać  jeśli się uda  kwotę potrzebną na roczne leczenie, rehabilitację i wizyty lekarskie Kubusia. 


Kim jestem i dlaczego zbieram na Kubusia?

Ja nazywam się Mariusz Danasiewicz i jestem bratem ciotecznym mamy Kuby. Wraz z moim wujkiem Ryszardem Włodarczykiem, który również jest skoligacony z rodziną Kuby, chcemy pomóc w tej zbiórce przejeżdżając dla niego rowerami trasę około 3200 km z miejscowości Jedlnia Letnisko koło Radomia, gdzie mieszkam, do Santiago de Compostela w Hiszpanii. Trasa naszej podróży będzie wiodła przez Niemcy, Belgię, Francję i Hiszpanię. Będziemy starali się pokonać tę trasę dla Kuby w jak najkrótszym czasie, pokonując co dzień dystans około 140 km lub więcej, jeśli pogoda i siły pozwolą. Startujemy 13 maja na własnych rowerach typu Cross specjalnie przygotowanych przez nas. Trasa będzie wiodła głównie drogami krajowymi i lokalnymi. Z naszej podróży będzie można znaleźć zdjęcia i filmy, które będą zamieszczane na portalach społecznościowych, jak rownież na stronie akcji "Polak Pomaga".

Jedlnia Letnisko - Santiago de Compostela

Wsparcie akcji

Akcję wspiera firma RADWAG WAGI ELEKTRONICZNE WITOLD LEWANDOWSKI z Radomia, producent wag elektronicznych, gdzie pracuję w dziale eksportu. Firma RADWAG pokryje koszt transportu rowerów i naszego powrotu do Polski. Ponadto moi koledzy z działu reklamy będą zamieszczali zdjęcia i filmy z naszej podróży dla Kuby na portalu społecznościowy RADWAG oraz innych w kilku językach. Staramy się o wsparcie innych firm lokalnych i będziemy informowali o ich wsparciu jak tylko dostaniemy odpowiedź.

www.radwag.pl

Kampanię zaoferowała się wesprzeć również jako darczyńca firma "Opakowania eksportowe Sp. z o.o" z Wierzbicy.

http://opakowaniaeksportowe.pl/skrzynie-drewniane-do-transportu/

Relacja z wyjazdu

I etap: 158km

Wyjechaliśmy jak zakładał plan 13 maja  z mojego domu w Jedlnia -Letnisko około godziny 10 kierując się na Radom a stamtąd na Piotrków Trybunalski. Pogoda była słoneczna a wiatr sprzyjający ze wschodu. Około godziny 13 dotarliśmy do Gielniowa gdzie zjedliśmy obiad "Nie ma jak dobre Polskie FLAKI". Do Bełchatowa dotarliśmy około 18. Trudno było znaleźć nocleg i coś do jedzenia bo to czas  I Komunii Świętych i wszystkie lokale gastronomiczne były zajęte. Finalnie udało nam się znaleść nocleg przy trasie wylotowej do Wielunia "Restauracja u Molendy" - polecamy, miła obsługa, dobre jedzenie i ciekawa ptaszarnia.

II etap: 130km - 14 maja

Wyjechaliśmy rano o 7h50 kierując się na Wieluń a nastepnie na Kępno. Jazda była była bardzo przyjemna z wiatrem dzięki czemy już o 14h30 dotarliśmy do miejscowości Koza Wielka 7km od miejscowości Syców, gdzie znaleźlismy nasz drugi postój w bardzo urokliwym gospodarstwie turystycznym "LENA".

III etap: 134km - 15 maja

Wyjechaliśmy rano o godzinie 6h00 kierując się na Oleśnice a następnie Trzebnicę. Z Trzebnicy obraliśmy azymut na Wołów, Ścinawę i Lubin. Trasa biegła przez tereny górzyste i mieliśmy do pokonania kilka premii górskich. Finalnie dotarliśmy do Lubina o godzinie 14h30 gdzie oczekiwała nas nasza rodzina, moje  2 siostry cioteczne ( córki wujka Ryszarda ) z 6 dzieci. Jutro wyruszamy w kierunku granicy niemieckiej.

IV etap: 160km - 16 maja

Wyjechaliśmy o 7h00 z Lubina kierując się na Chojnów i Bolesławiec. Po drodze doszło do pomyłki  na trasie "mały zong" w związku z błędnymi oznaczeniami i nadłożylismy 12km. W efekcie cały dzisiejszy etap wyszedł 172km.  W urokliwym Bolesławcu ze wspaniałą starówką zjedliśmy drugie śniadanie po czym wyruszyliśmy na Zgorzelec, gdzie przekroczyliśmy granicę z Niemcami. Następnie obraliśmy azymut na  Drezno. Udało nam się dzisiaj dojechać do Budziszyna a stamtąd do hostelu w Neschwitz. Trasa wiodła momentami przez malownicze a zarazem górzyste obszary Polski i Niemiec.

V etap:140km - 17 maj

Witam wszystkich i zapraszam do zapoznania się, z krótkim opisem przebiegu dzisiejszego etapu. Wyjechaliśmy o 7h40 żegnani i dopingowani przez pracowników Hostelu. Skierowaliśmy się na Lipsko mijając po drodze Kamenz, Reisa, rzekę Łabę i mnóstwo innych małych i większych miejscowości. Finalnie około 18h40 zakończyliśmy dzisiejszą jazdę w miejscowości Thallwitz gdzie znaleźliśmy nocleg. Dzień był bardzo wietrzny ( wiatr prosto w pysk ) a trasa usiana mnóstwem podjazdów co sprawia, że jazda staje się bardzo męcząca. Ale jak to się mawia "Co Cię nie zabije to Cię wzmocni" i jak mawia wujek Ryszard " Pielgrzym nigdy się nie cofa". Korzystając z okazji pragnę podziękować wszystkim moim znajomym i przyjaciołom za okazane wsparcie jak również wszystkim darczyńcom za okazane serce i wrażliwość dla chorego Kuby.

VI etap: 140km - 18 maja

Poniżej opis 6 etapu w drodze do Santiago de Compostela.

Wyjechaliśmy o 7h20 kierując się na Huy i mijając po kolei Delitzsch, Grobzig, Stasfurt i inne mniejsze i większe miasteczka i wsie. Do miejscowości Kloster Hedersleben dotarliśmy około 18h00. Tutaj też znaleźśliśmy następny nocleg. Podróż podobna do wczorajeszego etapu tj. wiatr zachodni prosto na klatę i dosyć długie wzniesienia. Po południu wiatr się nieco zmienił i mogliśmy nieco mocniej depnąć w pedały. Wszystko do przeżycia nawet z bolącym nieco tyłkiem. Optymizm i poczucie humory nie opuszcza ani Ryszarda ani mnie ( niektórzy mnie znają z tej strony ), chociaż dużą cześć trasy przemierzamy w milczeniu koncentrując się na jeździe aby była jak najbardziej dla nas komfortowa. Obaj w głowie mamy naszego Kubę Orawieckiego i jego szybki powrót do zdrowia. Ja w głowie mam jeszcz jednego Kubę ciężko chorego, który zmaga się z nowotworem i jego rodziców, o których myślę każdego dnia naszej wyprawy.

VII etap: 156km - 19 maja

Pobudka 6 rano, śniadanie i wyjazd o 7h30. Obrany azymut to miejscowość Coppenbrugge. Rano jest jeszcze dosyć zimno dlatego jedziemy w długich spodniach i kurtkach przeciw wiatrowych. Pogoda dosyć wietrzna ale z wiatrem od północnego wschodu co uprzyjemniało nam jazdę. Po drodze przed południem napotkalismy przelotni deszcz, który nie wpłynął na temto naszej marszruty. Po południu pogoda sie wyklarowała i wyszło słońce. Tego dnia przełamaliśmy nasz pierwszy 1000km. Ostatnie 3km przed  metą VII etapu morderczy podjazd. Sobota w Nimeczech to wyzwanie aby znaleźć nocleg, prawie wszystkie pensjonaty i domy gościnne były zajęte. Finalnie o 20h30 udało się znaleźć nocleg. 

VIII etap: 127km - 20 maja

Pobudka jak zwykle o 6h00 ale Wujek Ryszard nie może dospać i wstaje wcześniej . Wyjechaliśmy o 7h20 w kierunku miejscowości Hameln aby kupić zgubiony przeze mnie kabel do mojego telefonu, który prowadzi nas ścieżkami rowerowymi Europy. W napotkanej piekarni gdzie rano można było kupic pieczywo i napić się kawy pytałem klientów czy mają może taki kabel  USB typu C ale bez sukcesu. Zakup takiego przewodu w niedzielę , kiedy wszystkie sklepy są zamknięte a poniedziałek jest również wolnym dniem w Nimczech ze względu na święto religijne graniczy wręcz z cudem. Na szczęście dzień wcześniej zrobiłem zdjęcie trasy i miałem kilka punktów na które mogliśmy się kierować, wykorzystując zakupioną przed wyjazdem busolę i informację na skrzyżowaniach. Jadąc w kierunku Bad Pyrmont  ( mordercze podjazdy ) zatrzymywaliśmy się na otwartych stacjach benzynowych mając nadzieję zakupić zgubiony kabel. Ktoś nad nami czuwa i myśli o nas podczas tej podróży a cuda się zdarzają. Na jednej ze stacji benzynowych udało się nam zakupić kabel USB typ C i mogliśmy dalej kontynuować bezpiecznie naszą podróż. 

IX etap: 133km - 21 maja

Rano pożegnała nas właścicielka kwatery Pani Oswald, przemiła staruszka. Wyjechaliśmy z Warendorf o 7h00 kierując się na Senden drogą nr 474. Rano nikogo na drodze bo w Nimczech święto. Pogoda od samego rana słoneczna. Ścieżki rowerowe bardzo dobrze wyznaczone i utrzymane.Dopiero około godziny 10h00 można było zauważyć grupy rowerzystów. Do Kamp-Lintfort dotarliśmy o 17h30 i zaczęliśmy szukać noclegu. Tego dnia trafił nam się kamping bardzo fajny w sensie nie tylko cenowym ale i atrakcji dla dzieci ( plac zabaw, basen etc ). To była nasza pierwsza noc spędzona pod namiotem.

X etap: 169km - 22 maja

Noc w namiocie na kampingu ELDORADO przywitała nas nocną burzą. Na szczęście o 6h30 było już po buży i zapowiadała się ładna pogoda. Tego dnia nie mieliśmy nic na śniadanie dlatego wypiliśmy kawę, złożyliśmy namiot i ruszyliśmy w kierunku granicy z Holandią. Śniadanie zjedliśmy w drodze przy pierwszym napotkanym sklepie. Tego dnia przejechaliśmy Holandię i wjechaliśmy do Belgii. Przed wyjazdem z kampingu zauważyłem, że jedna ze szprych w tylnym kole jest wyłamana ( skutek cieżkich sakw i zjazdów z krawężników ). Jadąc przez Holandię i Belgię szukaliśmy po drodze sklepu rowerowego aby zakupić potrzebne części. Finalnie udało się w Belgii znaleźć sklep, który akurat był zaopatrywany przez polskiego dostawcę , zktórym zrobiliśmy sobie zdjęcie. Tego dnia mieliśmy problem z noclegiem. W Belgii po drodze nie było żadnych kempingów ani domów gościnnych. O 19h40 dobiliśmy do miejscowości Ramillies gdzie akurat w kościele skończyła się msza. Miszkańcy wspominali, że 14 lat temu ich proboszczem był Polak o imieniu Tadeusz. Pani ,która zajmuje się kościołem pozwoliła nam rozbić namiot na tyła byłej plebanii a okoliczni mieszkańcy naładowali nam nasze power banki i telefony.

XI etap: 168km - 23 maja

W nocy znowu deszcz. Rano pobudka 6h15 i wyjazd w kierunku na Paryż. Wieczorem znalzłe 2 kampingu na naszej drodze w okolicy St. Quentin i zanotowałm ich numery telefonów. W południe zadzwoniłem na kamping Le Colvert i zarezerwowałem miejsce. W drodze na kamping w miejscowości Guise złapała nas burza ale udało nam się schronić u jednego z rolników. Na kamping dotarliśmy o godzinie 20h00 pokonując wiele podjazdów i zjadów i łapiąc pierwszą gumę w moim rowerze.

XII etap: 175km - 24 maja

Rano  deszcz dlatego leżymu dłużej w namiocie. O 6h30 przestało padać i zabrałem się za wymianę dentki i szprychy. W trakcie pracy zdalem sobie sprawy że wymiana szprychy bez zdjęcia kasety jest niemożliwa. Wyplotłem starą złamaną szprychę i kontynuuję podróż bez jednej szprychy. Jedziemy na Paryż do miejscowości Viroflay gdzie mieszka moja kuzynka z rodziną. Docieramy na miejsce o 21h00 przejeżdzając przez wiele dzielnic Paryża. MAPS.ME zdaje świetnie egzamin. Jutro opuszczamy rejon paryski i ruszamy w kierunku Hiszapanii

XIII etap: 77km - 25 maja

Dzisiaj połowę dnia poświęciliśmy naszym rowerom. Rano pojechałem do miejscowości Versaille aby zakupić hamulce dla wujka i akcesorja niezbędne do wymiany szprychy w moim kole. Okazało się że w sklepie prowadzony przez bardzo sympatyczne małżenstwo sysryjskie nie mogłem zakupić potrzebnych narzędzi i musiałem wrócić z moim kołem. Mechanik zdjął moją kasetę, ja włożyłem szprychę a następnie mechanik założył kasetę. Wyjchaliśmy z Wersalu około godziny 15h30 kierując się na Chartres gdzie znaleźliśmy kamping. Wyjeżdzając z rejonu paryskiego mieliśmy piekną słoneczną pogodę jednak 20km przed kampingiem złapał nas deszcz, który towarzyszył nam do samego Chartres.