Pilna naprawa studni - środkowe Indie

Kampania została sfinansowana!

100%

postęp

1400

z 1400 PLN
do końca (20-09-2019 g. 23:59)

zbiórka ciągła
Studnia w internacie dla chłopców w Indiach wymaga szybkiej naprawy. To kwota 25 000 rupii, czyli około 1400 złotych.

Po odwiedzinach w ośrodku

14.10.2019

Na prośbę serwisu polakpomaga.pl i dla tych, którzy dorzucili się do naprawy studni i chcieliby przeczytać coś więcej o placówce.

project-c89d75c6-024a-4d5c-b3e1-77a5a835325c1571065506-content-0x0.jpg

Kilka dni temu przekazałam osobiście zebrane pieniądze w odpowiednie ręce, a korzystając z kilkunasto godzinnej jazdy autobusem – napisałam trochę o mojej wizycie w ośrodku.

Cztery lata temu pracowałam tutaj około trzech miesięcy, a teraz wróciłam i mam sporo zaktualizowanych informacji. Droga była długa. Buldhana to małe miasteczko w środkowych Indiach, w stanie Maharasztra. Kilkanaście godzin jazdy od dużego, akademickiego Pune.  
Po wyjściu z autobusu od razu poznaje znajome ulice i cały kompleks. Kompleks, czyli kilka części, z których składa się placówka.

Szkoła, w której uczy się obecnie prawie cztery tysiące dzieciaków. To  miejsce z dużą renomą – dobrzy nauczyciele i dyscyplina. Do dziś pamiętam jak na apelu, w którym brało udział kilkaset osób można było usłyszeć przelatującą muchę. Chociaż dyscyplina kończy się wraz z dzwonkiem oznajmiającym koniec przerwy. Ciężko wtedy przejść przez Kampus. Wszyscy, którzy znają choć kilka słów po angielsku, układają z nich mnóstwo pytań. 

Jeśli chodzi o nauczycieli, widzę kilka znajomych twarzy. Jeden z nich był szczególnie pomocny te kilka lat temu – project-c89d75c6-024a-4d5c-b3e1-77a5a835325c1571066346-content-0x0.jpgproject-c89d75c6-024a-4d5c-b3e1-77a5a835325c1571066300-content-0x0.jpgpośredniczył podczas załatwiania różnego rodzaju spraw z dyrekcją i użyczał komputera, żeby umożliwić przygotowanie dzieciakom multimedialnych zajęć. Uczy angielskiego, studiował w Stanach.

Podziwiam tych nauczycieli. Liczebność klas jest znacznie większa niż w Polsce. Kilkadziesiąt osób to norma, a mimo to nauczyciel nie ma problemu z tym, żeby się przebić. W niektórych klasach są ławki i krzesła, ale raczej przeważa siedzenie na ziemi. 

Sierociniec – dofinansowywany przez brytyjska NGO, której właściciela miałam teraz okazję poznać. Adopcje odbywają się zarówno na terenie Indii jak i poza – do Włoch, Hiszpanii czy na Maltę. Dla podopiecznychproject-c89d75c6-024a-4d5c-b3e1-77a5a835325c1571066486-content-0x0.jpg to szansa – Indusi nie są chętni, żeby adoptować nieco starsze dzieci, a bez rodziny i pleców ciężko się tutaj żyje. Czasem to niestety prosta droga na ulicę. Stąd adopcje zagraniczne. 

Podczas mojego pierwszego pobytu poznałam włoską rodzinę, która kilka lat wcześniej adoptowała stąd dziewczynkę, a potem wraz z przybraną córką wrócili do Indii, żeby mogła odwiedzić swój kraj. 

Sunita miała wtedy na sobie jeansy, czarną koszulkę z brokatowym wzorem i mówiła już biegle po włosku. Rozgadana, uśmiechnięta, mówiła, że ma dużo koleżanek i dobrze radzi sobie w szkole, chociaż na początku było ciężko przez barierę językową. No i cieszy się z powrotu do Indii – we Włoszech nie ma okazji, żeby używać swojego ojczystego języka. 

Kwestia języka – w tym samym czasie spotkałam też włoską social worker, która pośredniczyła w tej adopcji, a teraz specjalnie przyjechała z Bombaju, żeby spotkać się z Sunitą.  Mówiła o tym, że język nie jest najważniejszy, a porozumiewać można się spokojnie i bez niego. Poza tym dzieci do pewnego wieku są jak gąbka – po wyjeździe do obcego kraju potrzebują roku, może dwóch, żeby opanować biegle nowy język. Najczęściej organizuje im się też rok zerowy w szkole, zanim dołączą do klasy i rozpoczną regularną naukę. 

Takich adopcji było już kilkadziesiąt. 

Internet dla chłopców z okolicznych wsi, pochodzących często z niższych kast. Jest ich aktualnie 81, a nazywa się ich hostel boys. 

Hostel boys mają w szkole pod górkę – większość z nich nie zna angielskiego, a nawet hindi czy marathi (język stanowy Maharasztry), mówią tylko w swoich językach lokalnych. Poza tym kastę widać też w nazwisku, co czasem jest jak piętno. 
Teoretycznie, konstytucja indyjska z 1950 roku zniosła project-c89d75c6-024a-4d5c-b3e1-77a5a835325c1571066632-content-0x0.jpgprzywileje publiczne kast, wprowadzając formalne równouprawnienie. W praktyce – wciąż w wielu sprawach administracyjnych, na przykład podczas zapisu do szkoły, kolejność podawania informacji to: imię, nazwisko, kasta. 

Kiedy chłopcy są przyjmowani do internatu mają zapewnione zakwaterowanie, codzienne posiłki i miejsce w szkole – wszystko na terenie kampusu. Barierę językową zwykle szybko udaje im się pokonać m.in. dzięki pracy lokalnych nauczycieli czy wolontariuszy. 

Sam internat to jeden budynek – parter i piętro. Na parterze są trzy sale, w których chłopcy śpią na matach, które rano zwijają do swoich kuferków, a sale zmieniają się w pokoje dzienne. Na tablicy jest rozpisany plan lekcji w języku marathi. 
project-c89d75c6-024a-4d5c-b3e1-77a5a835325c1571066821-content-0x0.jpgproject-c89d75c6-024a-4d5c-b3e1-77a5a835325c1571066869-content-0x0.jpgproject-c89d75c6-024a-4d5c-b3e1-77a5a835325c1571066902-content-0x0.jpg

Łazienka mieści się na zewnątrz, wymurowana przestrzeń za budynkiem, myć trzeba się z użyciem wiaderka. 

Drugi budynek, parterowy, to miejsce gdzie nocą śpi kilku najstarszych chłopców, a za dnia to miejsce do codziennej jogi i spożywania posiłków. Dzieci siedzą na ziemi, w dwóch rzędach, jak przy długim stole. 

Joga odbywa się codziennie punktualnie o 6 rano (to ważne, punktualność nie jest w Indiach oczywista). Kilka lat temu brałam w niej udział zawsze, teraz też wstałam, z sentymentu. Nic się nie zmieniło. Najpierw sprawdzanie obecności (to obowiązkowy punkt dnia), potem modlitwa a na koniec ćwiczenia. 

Internat jest otwarty siedem dni w tygodniu, chłopcy nie wracają do domów zbyt często, ale rodzice raz w tygodniu mogą ich odwiedzać (jeśli mają taką możliwość), a w większe święta zabrać na kilka dni. 
Kampus wygląda teraz lepiej niż cztery lata temu. Wtedy przed internatem była właściwie tylko kupa gruzu, a teraz – ładnie wybrukowany plac. Powstała też sala multimedialna z projektorem, żeby ułatwić dodatkowe lekcje dla podopiecznych internatu. To ważne, bo chłopcom nikt nie opłaca zajęć wyrównawczych, a niektórym bardzo by się przydały. Dzięki takiej sali można coś dla nich zorganizować. 

Problemów wciąż jest sporo. Studnia, która uda się dzięki waszej pomocy szybko naprawić, dieta, która jest bardzo uboga, zdrowie: część z chłopców nigdy nie była u dentysty, nie wszystkich rodziców stać na zeszyty – niektórzy piszą kredą na małych tabliczkach. 

Jednak internat działa i spełnia swoją rolę. Nie spodziewałam się, że spotkałam teraz dzieci, z którymi kiedyś pracowałam – kończą szkołę i idą swoją drogą. A jednak, jak tylko się pojawiłam, zagaduje mnie po imieniu kilku podopiecznych. Ja też ich pamiętam. Rushi, Sahil. Urośli, ale twarze te same. To od nich dowiaduje się, co się dzieje z resztą po skończeniu szkoły. Kilku studiuje inżynierię w położonym o ok. 150 km Aurangabadzie, kilku uczy się w lokalnych collegach.  To oznacza, że misja placówki spełniona. Dostali szansę na zdobycie project-c89d75c6-024a-4d5c-b3e1-77a5a835325c1571067075-content-0x0.jpgpodstawowego wykształcenia i jak widać to się udało, uczą się dalej. Lepsze życie czeka. 



See you soon Buldhana! Wrócę! 
M. 

piotrek

28 October 2019

Ciesze się, że akcja się udała :) Powodzenia w następnych projektach :D